Artem Laguta: zmieniliśmy przełożenia (wywiad)

Fot. Patryk Kowalski

Zaległe starcie 2. kolejki PGE Ekstraligi między KRONO-PLAST WŁÓKNIARZEM Częstochowa a BETARD SPARTĄ Wrocław dość niespodziewanie zakończyło remisem. Przed biegami nominowanymi gospodarze prowadzili już 43:35. Tymczasem zmobilizowani w końcówce potyczki goście doprowadzili do stanu 45:45. Jednym z bohaterów całego widowiska był Artem Laguta, który zaraz po spotkaniu rozmawiał z portalem ekstraliga.pl.

Norbert Giżyński (ekstraliga.pl): W trakcie meczu w Częstochowie traciliście do miejscowych już dziesięć punktów, a tuż przed biegami nominowanymi – osiem. Ostatecznie wyrwaliście remis. Jak według ciebie można traktować końcowy wynik?

Artem Laguta (BETARD SPARTA Wrocław): Zawsze na wyjazdach najlepiej jest wygrywać. Jednak nie możemy powiedzieć, że w ogóle nie jesteśmy zadowoleni. Udało się zremisować i chociaż jeden punkt zapisujemy do ligowej tabeli. Gorzej by było, gdybyśmy nic nie ugrali we wtorek. Robiliśmy co mogliśmy. W czternastym i piętnastym biegu było dla nas po 5:1. Po nieudanym dla mnie trzynastym biegu, w piętnastym zmieniłem motocykl i miałem już odpowiedni efekt w prędkości.

Podczas tego meczu, patrząc na jego przebieg, można było się zastanawiać: „czy z każdą serią startową, wyścigiem, coraz bardziej BETARD SPARTA Wrocław odczytywała częstochowski tor, żeby znaleźć do niego odpowiednie dopasowania?” Rzeczywiście tak było?

Myślę, że można tak stwierdzić. Miejscowi bowiem praktycznie jechali cały czas dobrze. My zaś szukaliśmy odpowiednich rozwiązań. Jak się okazało, znaleźliśmy je w końcu na biegi nominowane. Zmieniliśmy przełożenia i dzięki temu zremisowaliśmy.

Fot. Patryk Kowalski

Jak ocenisz swój wtorkowy występ? Zdobyłeś 12 punktów w sześciu startach.

Generalnie OK. Nie był on najgorszy, ale też nienajlepszy.

W każdym razie twoja dyspozycja była ważąca, jeśli chodzi o ostateczny rezultat.

Oczywiście. Tak jak mówiłem, cały czas szukaliśmy przełożeń w swoich sprzętach, by odpowiednio dobrze dopasować je do częstochowskiej nawierzchni. Zmienialiśmy zębatki, opony, cokolwiek, aby był ten oczekiwany efekt. W piętnastym biegu zmieniłem motocykl i w końcu prędkość była.

Jak ocenisz wtorkowe przygotowanie częstochowskiego toru. Czy rzeczywiście różnił się w porównaniu z poprzednimi latami?

Wydaje mi się, że nawierzchnia była nieco inna. Myślę, że nie było takiego ścigania jak zazwyczaj. Niemal cały czas trzeba było trzymać się jazdy przy krawężniku. Szersza część toru natomiast dawniej bardzo dobrze „chodziła”, a we wtorek niekoniecznie.

Jaką macie receptę na najbliższego waszego rywala, którym będzie – również na wyjeździe – KS APATOR Toruń?

Przyjedziemy do Torunia i zobaczymy, jaki tam tor zastaniemy. Tak czy inaczej pojedziemy tam po zwycięstwo. Jesteśmy mocną drużyną i będziemy robić wszystko, żeby dopiąć swego. Zdajemy sobie sprawę z tego, że ekipa z Torunia u siebie potrafi być groźna, ale uważam, że wcale nie będziemy na straconej pozycji.

Czy kogoś szczególnie obawiacie się w przypadku drużyny z Torunia? Może takim zawodnikiem jest Emil Sajfutdinow? Odkąd wrócił do ścigania – w zeszłym roku – nieprzerwanie prezentuje naprawdę jazdę na wysokim poziomie…

Zgadza się. W każdym meczu zdobywa on bardzo dużo punktów. Ale ja czy chłopaki z Wrocławia tak samo nie gromadzimy mało „oczek”. Będziemy walczyć.