Paulina Maj-Erwardt: wspólne aktywności rodziców i dzieci dają obopólną korzyść

Fot. Facebook Pauliny Maj-Erwardt

W ostatnim czasie polska liga siatkarek zakończyła sezon. Ten był ostatnim dla Pauliny Maj-Erwardt, która ogłosiła, że kończy swoją przygodę jako aktywna zawodniczka. W rozmowie dla ekstraliga.pl opowiedziała o odczuciach swoich po podjętej decyzji, ale również wspomniała swoje pierwsze przygody z kibicowaniem w sporcie żużlowym.

Zacznijmy od informacji o zakończeniu kariery – to chyba ciężki moment i wymagający długiej analizy dla sportowca, by umieć i móc powiedzieć „koniec”?

Paulina Maj-Erwardt (siatkarka): Oczywiście, że jest to ciężki moment, szczególnie jeżeli jesteś związany z siatkówką jako zawodnik od 26 lat. Jednak potrzeba doświadczania życia z innej perspektywy jest już tak wielka, że nie wyobrażam sobie bycia dalej czynnym zawodnikiem. Z drugiej strony zawsze chciałam zakończyć przygodę z siatkówką na własnych warunkach i mieć poczucie, że jestem spełniona jako sportowiec. Uważam, że jest to dobry moment dla mnie.

Na pani koncie jest kilka pucharów i superpucharów Polski, medali mistrzostw Polski i Europy, puchar CEV – czy coś z tego dorobku jest tym najbardziej wyjątkowym?

Myślę, że każdy medal, każdy puchar, który był zdobyty po raz pierwszy jest wyjątkowy. Jednak każdy sukces niesie za sobą emocje oraz wiele osób, które dzielą z Tobą te wspomnienia. Myślę, że zdobycie Pucharu CEV i pokazaniu Europie, gdzie leży Muszyna, dla całej społeczności było wielkim wydarzeniem. Brąz w Łodzi na ME przy pełnej hali, w trakcie problemów zdrowotnych żony trenera Matlaka – były to momenty, które zawsze zostaną w sercu. Bo sport to emocje…

Czy ma pani takie uczucie, że zabrakło nie tyle co medalu, ale występu na Igrzyskach Olimpijskich, jako takiego „brakującego elementu układanki”?

Jasne, że czuję pod tym względem niedosyt. Jednak mam poczucie, że miałam swoje okazje, aby powalczyć o bilet na igrzyska. Nie udało się, jednak nic nie dzieje się bez przyczyny.

O żużel też chciałbym zahaczyć, bo tutaj „doświadczenie kibicowskie” słyszałem, że jest Jak się zaczęło zainteresowanie tym sportem i czy pamięta pani pierwsze zawody?

Zaczęło się od Polonii Piła, gdzie z mojego rodzinnego Złotowa jeździliśmy na mecze. Lata 90. to początki klubu, wspaniały Hans Nielsen i Mistrzostwo Polski zdobyte w 1999 roku.

Może małe typowanie mistrza PGE Ekstraligi oraz kto awansuje z METALKAS 2. Ekstraligi?

Wydaje mi się, że duże szanse na obronę tytułu ma ORLEN OIL MOTOR Lublin, ale BETARD SPARTA Wrocław miała też świetne mecze i potrafił jeździć pod presją. Co do awansu – stawiałabym na INNPRO ROW Rybnik albo ABRAMCZYK POLONIA Bydgoszcz, ale to jest sport. Wiele czynników musi się złożyć, aby cieszyć się sukcesem.

Fot. Jan Kwieciński

Dużo mówi się również o aktywności młodzieży. Jak najlepiej przestawić dzieci, by więcej korzystały ze szkółek sportowych niż np. telefonu/elektroniki? Zwłaszcza, że szkoła w Złotowie, która prowadzi pani wraz z mężem, jest dużym impulsem do „stawiania się” trendom.

Przede wszystkim wszystko zaczyna się od nas – rodziców. To jak zaszczepimy w dziecku odpowiednie nawyki i pokażemy, ile korzyści niesie dla dziecka ruch i uprawianie sportu, będzie tylko procentowało na wielu płaszczyznach w jego przyszłości. Musimy pamiętać, że przy dzisiejszym tempie życia, sport jest idealnym reduktorem stresu i przeciążeń psychicznych. Dlatego wspólne aktywności rodziców i dzieci dają obopólną korzyść i zacieśniają więzi.

Jako klub sportowy przede wszystkim chcemy w dzieciach zaszczepić pasję do sportu. Chcemy, aby dzieciaki rozwijały się na każdej płaszczyźnie – od fizycznej/motorycznej, społecznej, po emocjonalną/ mentalną. Chcemy pokazać, jak świadomie uprawiać sport, że nie jest to wyjście na trening na 2h i porzucanie piłką. Każdy ruch, każde zdarzenie, każda reakcja jest ważna i jest po coś. Chcemy, aby nasze dziewczęta po zakończeniu przygody z SPS Spartą Złotów były pewnymi siebie młodymi kobietami, które znają swoją wartość , potrafią poradzić sobie w trudnych sytuacjach i rozwiązywać problemy, bo nauczyły się , że swoją pracą, są w stanie osiągnąć wszystko, co sobie wyznaczą za cel.